Szafki mam, jakie mam. Brzydkie, stare i muszę z nimi jakoś wytrzymać do wielkiego remontu, który planuję za rok lub dwa. Co więc zrobić, żeby były znośne? Pomalować! A jak to zaraz opiszę 🙂

Stan kuchni przed malowaniem:

Jak widać, szafki są w kolorze „klasyczna okleina imitująca drewno do płyty pilśniowej, najlepsza w czasach głębokiego PRL (czyt. jedyna dostępna)”. Kuchnia jest bardzo ciasna i pomimo posiadania okna (na salon, hehe), jest dosyć ciemna. A ja lubię jak jest jasno. Będzie więc malowanie na biało.

20160502_162032

Zapierający dech w piersiach widok z okna w kuchni.

Co będzie potrzebne?

  • Zestaw niemożebnie brzydkich, starych, zużytych niemal w 100% szafek kuchennych z czasów PRL;
  • Zajebiście mocne środki do czyszczenia tychże szafek;
  • Nożyk do skrobania grubych zwałów tłuszczu;
  • Gąbka i ręczniczki papierowe;
  • Garść świeżo wyciągniętych ze skrzynki pocztowej gazetek reklamowych;
  • Taśma malarska;
  • Farby w spray-u O nie! Zwykła farba do ścian i wałek! 
  • Ciuchy, których nie szkoda zniszczyć;
  • Przeszkadzający kot (opcjonalnie);
  • Muzyka Disco (opcjonalnie);
  • Dużo, dużo cierpliwości.

No to lecimy!

1. Wyszoruj te szafki poświęcając na to cały dzień.

I nie, nie żartuję. Czyszczenie drzwiczek tych szafek to był istny koszmar. Zaschnięty tłuszcz, przebarwienia, brud wokół każdego uchwytu. Tu niezwykle pomocny okazał się nożyk do skrobania i mleczko.

Mała uwaga: Sprzątając kuchnię, zawsze przetrzyj dokładnie wszystkie brzegi szafek. Taki to już urok kuchni, że nie zawsze są dokładnie czyszczone i gruba warstwa tłuszczu to właściwie standard – standard, którego można by było łatwo uniknąć, gdyby sprzątało się porządnie 🙂

20160502_164619

Spójrzcie tylko na tę różnicę!

Nożyk świetnie nadawał się do grubszych warstw zaschniętego tłuszczu, natomiast mleczko do ogólnego czyszczenia. Dodatkowo zmatowiło lekko powierzchnię, więc teoretycznie farba powinna się lepiej trzymać. Ważne jest, żeby pozbyć się absolutnie każdej drobinki tłuszczu, bo po pokryciu farbą po jakimś czasie będzie przebijać na żółto.

No i bardzo pomogła mi przez ten etap przebrnąć zajebista muzyka.

2. Zabezpiecz gazetkami i taśmą malarską wszystko to, czego nie chcesz przypadkiem pomalować… i idź spać, bo już późno.

A właściwie to przede wszystkim wynieś z kuchni absolutnie wszystko, dopiero potem gazetki. I nie martw się – zawartość twojej skrzynki pocztowej w zupełności wystarczy.

Swoja drogą, gazetki z Auchan źle się rwą wzdłuż grzbietu… czyżby była to wina źle ułożonych włókien w papierze? Magenta widzi wszystko (to się nazywa zboczenie zawodowe). A może to jakaś specjalna taktyka, żeby zwrócić uwagę grafików? Podejrzane… bo akurat gazetki z Tesco tego problemu nie mają. Lepsza drukarnia? A może po prostu te z Auchan drukował jakiś świeżo przyjęty, nieznający jeszcze tematu człowiek? Hmm… Spisek. Zdecydowanie spisek.

3. Zrób test farby w spray-u.

Ja przetestowałam na kocie. Nie na mojej kotce oczywiście 🙂 Na figurce, którą już dawno temu chciałam pomalować.

Snapchat-4612505027209264196

Kot przed malowaniem.

Snapchat-210643555300203

Koteł po malowaniu.

Farba w spray-u: Deco Color biała, matowa.

Paczka z Allegro dotarła szybko mimo weekendu majowego, także sprzedawca ma u mnie dużego plusa. Zapewne jeszcze nieraz coś tam kupię.

I faktycznie farbę dało się spokojnie dotknąć po 15 minutach, jak obiecywano w internetach. Chociaż idealnie nie pokryła, to i tak wyglądała dosyć obiecująco. Szczególnie na głowie kota – jeszcze gładszej niż moje szafki.

4. Rozpocznij malowanie… i zdaj sobie sprawę, że farba w spray-u to był bardzo, ale to bardzo zły pomysł.

Po pierwsze primo: Bo wentylacja w tej kuchni to nieistniejące pojęcie.

20160503_113447

Darth Magenta

Po drugie primo: Bo zamalowanie tak dużych, gładkich powierzchni tymi farbami to zadanie awykonalne.

20160503_121057

Tak wyglądają 3 warstwy.

Po trzecie primo: Bo trzeba było zabezpieczyć przed malowaniem też podłogę (dobrze, że mam pod dostatkiem kartek i desek).

20160503_121109

No i powstają też paskudne zacieki.

Mała uwaga: Kiedy intuicja coś ci podpowiada, to się jej słuchaj. Nie ma, że nie, że na tych DIY z internetów wychodzi wszystko ładnie. Jak ci wewnętrzny głos mówi, że to będzie katastrofa i że lepiej wziąć zwykłą farbę i wałek… To się kurde słuchaj!

Farby w spray-u nadały się za to świetnie do pomalowania uchwytów, blatu i cokołów, i te trzy warstwy, które jakimś cudem udało mi się wykonać sprawiły, że farba do ścian nie potrzebowała już podkładu.

5. Kup zwykłą farbę do ścian i czekaj kolejne dni na przesyłkę.

No cóż, prędkości przesyłek kurierskich są jakie są, a ja nie widzę siebie z moją kontuzjowaną nogą tachającą wielkie wiadro farby przez pół Trójmiasta 🙂

W międzyczasie pozbyłam się gazetek i całego zabezpieczenia. Na pierwszy rzut oka kuchnia już w tej chwili jest o wiele jaśniejsza.

6. Powtórz ponownie punkt 2, bo przecież przez te kilka dni czekania trzeba było jakoś z tej kuchni korzystać.

Chociaż tym razem nie trzeba aż tak dbać o zasłonięcie wszystkiego. Farba do ścian ma akurat tę właściwość, że w ciągu pierwszych 24 godzin można ją łatwo zmyć z każdego miejsca, gdzie się zachlapie.

Natomiast co do przesyłki, przyszła równie szybko, co poprzednia, jednak w fazie końcowej swojej podróży musiała być trochę rzucana, bo wydarzyła się taka oto mała katastrofa:

20160505_142842

Na szczęście dużo się nie wylało.

Farba: Eko Śnieżka biała (podobno hipoalergiczna!)

7. Maluj, aż wszystko będzie pięknie białe!

W sumie nałożyłam 3 warstwy i zajęło mi to nie więcej niż 2,5 godziny. Problemem okazały się powstałe wcześniej zacieki, których niestety nie udało się idealnie schować, ale… jest biało!

20160505_162349

No i teraz te ściany wyglądają żółto…

Ale przede wszystkim jest o wiele jaśniej niż było. A o to tak na prawdę chodziło.

Efekt końcowy:

Share on Facebook5Share on Google+0Tweet about this on Twitter