Brzmi bez sensu? Może trochę. Czy wygląda lepiej? Zdecydowanie! Bo choć remonty muszą poczekać na większe fundusze, to bezkosztowo mogę sobie jednak jakoś umilić mieszkanie w tym PRL-owskim M.

Zaczęło się od poważnej decyzji…

Trzeba było napisać pismo do spółdzielni z prośbą o wyburzenie ściany. Bo da się, to wiadomo. Ani to żadna ściana nośna, ani estetyczna.

W każdym razie, zaczęłam pisać. I patrzę na tę ścianę. I patrzę… MATKO JAKA ONA PASKUDNA! Trzeba coś z tym zrobić i to natychmiast. W ruch więc poszedł wałek, taśmy, klej… i zrobiłam sobie transparentną ścianę.

Dwa wieczorki i gotowe.

A to ci żarcik.

Dla osób zajmujących się grafiką lub chociażby tych, którzy choć raz mieli do czynienia z tworzeniem przezroczystości na kompie – wy wiecie o co chodzi. Dla tych, którzy nie wiedzą – już tłumaczę.

W Photoshopie oraz w większości innych programów graficznych przez miejsca, które są przezroczyste przebija się taki  szaro-biały wzorek w szachownicę. Tak więc to co jest tym patternem – w gruncie rzeczy tego nie ma.

A o co chodzi z tymi czarno-białymi paseczkami wokół? Tak wygląda zwyczajnie zaznaczenie.

Tym oto sposobem moja ściana została zaznaczona i wycięta… choć tak na prawdę jeszcze stoi.

Ale poczekajcie. Niech no tylko zbiorę te fundusze… i oczywiście dostanę zgodę ze spółdzielni 🙂

Share on Facebook27Share on Google+0Tweet about this on Twitter