Od czego by najlepiej zacząć przygodę z urządzaniem własnego M? Od zderzenia ze stanem faktycznym. A stan zbyt dobry nie jest, ale żyć się da. I choć potencjał tego mieszkania widać gołym okiem, to ilość pieniędzy i czasu potrzebnych do jego wydobycia trochę martwi. Jednak powoli, małymi krokami dojdziemy do celu. Tymczasem zapraszam na krótką wycieczkę.

Rozpoczynamy oczywiście od wejścia, a tu nas wita całkiem przestronny korytarz z klasyczną szafą zabudowaną w ścianie i szafka na buty przytargana spod śmietnika (trzeba sobie jakoś radzić, a my kobiety potrzebujemy dużo miejsca na buty). Zwróćcie proszę uwagę także na niesamowicie bezsensownie umiejscowiony licznik energii elektrycznej. Jest też i lustro – największe jakie mam. A także kocia kuweta.

W głębi widać pokój pełniący funkcję sypialni, gdzie zastana w mieszkaniu kanapa służy obecnie jako nie do końca wygodne, ale duże łóżko. Początkowo ustawiona była wzdłuż ściany, jednak gdy sprawdziłam dokładnie wymiary, okazało się, że zmieści się pod oknem, a w zaoszczędzone miejsce wpasuje się w sam raz zastana w mieszkaniu komoda. Dzięki temu znalazł swoje miejsce również kącik na kosmetyki.

Tu znajduje się najważniejszy punkt komunikacyjny mieszkania, z którego można wejść do łazienki, kuchni lub salonu.

Łazienka jest najbiedniejsza. Nie ma kafelek, podłoga przypomina nagrobek (w dodatku bardzo krzywy) i brakuje w niej zlewu. Jest za to sprytnie umiejscowiony kran, WC i moja nowa pralka (jest świetna, polecam!). W kawałku wolnej przestrzeni za wanną trzymam deskę do prasowania i suszarkę, których nie widać dzięki zasłonie prysznicowej.

Łazienka będzie więc wyremontowana jako pierwsza. O planach opowiem później.

Następna jest kuchnia, która jest niesamowicie malutka. Oryginalnie miała ustawione dwie szafki z blatem przy oknie, jednak uznałam, że odzyskam tymczasowo sporo miejsca, jeśli jedną z nich wyrzucę – co zrobiłam. Szczególnie ciężko rozstać się z nią nie było mi trudno, bo miała oderwane drzwiczki i nie trzymałam w niej zupełnie nic (drugie drzwiczki były zablokowane przez lodówkę). Po ostatnim liftingu wygląda już całkiem znośnie.

Co ciekawe, kuchenka, którą mam i która była na stanie, to dokładnie ten sam model, który miałam w rodzinnym domu całe dzieciństwo. Właściwie to ta domowa była używana jeszcze w zeszłym roku do momentu, aż mama w końcu zrobiła remont. Obsługa – banalna, i wszystkie przepisy na ciasta wychodzą jak w domu, czy może być lepiej (na ten moment)?

No i salon! Brakuje mi w nim trochę kanapy, żeby móc się rozwalić ze znajomymi i kotem. Ale nie wszystko na raz. Mam duży stół* i 6 krzeseł, więc każdy posiłek mogę zjeść spokojnie jak człowiek (mieszkałam w takich, gdzie stołu nie było, i było mi z tym strasznie trudno, bo nie znoszę jedzenia przy komputerze), a nawet zaprosić na obiad. Swoje miejsce ma też stary fotel do czytania i delektowania się muzyką z winyli (jak ja kocham stare płyty!). Wszystkie moje książki zmieściły się jakimś cudem do szafki z Ikei, którą kupiłam za bon od znajomych z pracy (na prawdę świetny prezent na pożegnanie). Za szafką mebel mojego projektu, czyli stojak na teczki – pojemny, na kółkach i zdecydowanie ułatwiający ogarnięcie wszystkich swoich rysunkowych szpargałów.

Z drugiej strony zaś stoi moje biurko, również własnego projektu oraz kontenerek na skaner i drukarkę. Na ścianie zamontowałam dwie półki i mam nadzieję, że nie odpadną, bo trzymają się na tzw. „słowo honoru”. W obu pokojach jest parkiet, który na bank odnowię… no bo kto teraz robi w mieszkaniu prawdziwy, drewniany parkiet?! Żadnych tanich paneli!

Punkt kulminacyjny, czyli balkon. Był w miarę zadbany, jednak pierwsze co zrobiłam do zerwałam linki na pranie i wywaliłam plastikowe osłonki po bokach.

IMG_9913z

Cześć Sopot!

I na koniec.

Widok!

IMG_9915z

 

Kiedy opowiadałam mojej mamie co planuję zrobić, poprosiła mnie o narysowanie planu mieszkania. No więc, wysłałam jej coś takiego:

planmieszskania

Plan oczywiście narysowany jest w programie Adobe Illustator (jak na ilustratora przystało) i w odpowiedniej skali, więc mogę teraz szybko sprawdzić, czy coś się w danym miejscu zmieści i poprzestawiać wszystkie elementy. Moje bazgroły na wierzchu powstały specjalnie dla mamy 🙂

I co wy na to? Też widzicie to, jak pięknie tu kiedyś może być?

 

*Kiedy pisałam ten wpis i robiłam zdjęcia, miałam jeszcze stół, ale go sprzedałam. Kwota, którą dostałam, zasili mi budżet remontu łazienki. Tymczasowo rolę stołu obiadowego pełni trójnożny stolik, który stał obok biurka. Oczywiście do czasu, kiedy znajdę jakiś inny stół 🙂