Do mieszkania wprowadziłam się od razu. Na stanie były meble kuchenne, lodówka, kuchenka, w łazience pralka Prefect (dizajn z PRL-u), telewizor Neptun (jeden z pierwszych kolorowych od Unitry), stół, stolik kawowy, 6 krzeseł, fotel, kanapa „finka” i mała komoda. Ze swoich mebli miałam biurko, kontenerek, krzesło biurowe, stolik Lack z Ikei, wysokie krzesło ukochane przez kota i 2 szafy. No i trzeba było zacząć jakoś w tym miejscu żyć.

Pozbyłam się telewizora i pralki na OLX. Zaplanowałam zakup nowej pralki na styczeń (na święta dostałam trochę funduszy). Kupiłam też odkurzacz… i w zasadzie można spokojnie mieszkać. Ale jeszcze w międzyczasie miałam jeden mały problem na dzień dobry.

Otóż po przywiezieniu wszystkich swoich gratów marzyłam jedynie o ciepłej kąpieli i spaniu. Nie, to się nie udało. Gdy odkręciłam wodę, piecyk gazowy nie zareagował. Ale to jeszcze pół biedy. Wyciągnęłam baterie i sprawdziłam czy jeszcze żyją.

Na sprawdzenie baterii jest jeden bardzo prosty trick. Trzymając „bolcem” do góry trzeba ją upuścić z małej wysokości. Jeśli stanie pionowo, jest pełna. Jak się chwilę zachwieje – jeszcze da radę. Moje niestety przewaliły się na bok – czyli pusto.

Godzina 23, a moja woda lodowata. Wyszłam więc w poszukiwaniu otwartego sklepu. W całodobowym alkoholowym… mieli tylko alkohol 🙂 Jest jeszcze niedaleko całodobowa stacja benzynowa, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności akurat była zamknięta. No więc zagotowałam trochę wody w czajniku i jakoś się udało umyć przed snem, a na następny dzień kupiłam nowe baterie.

Wracam po pracy z bateriami. Instaluję gdzie trzeba. Odkręcam kran, a tu wody nie ma. NIC NIE LECI. Dzwonię do spółdzielni i już wszystko wiem.

Tego dnia wymieniane były główne zawory i na koniec pracy panowie zapomnieli wszystkie odkręcić, więc cały pion nie ma wody. A że jest już późno, nic nie można zrobić tylko czekać do około godziny 10, kiedy panowie wrócą na swoje stanowiska pracy. Kupiłam więc kilka butelek wody i jakoś dotrwałam do następnego dnia.

A następnego dnia… następnego dnia!
Jest woda, ale piecyk nie działa dalej 😀

Na tablicy ogłoszeń na klatce zobaczyłam informację, że za kilka dni przeprowadzana będzie kontrola instalacji gazowej. Myśli mi się – chyba dam radę. Przyjdzie pan, zajrzy czy wszystko jest w porządku i na pewno w razie czego da kontakt do kogoś od napraw, albo sam naprawi, bo to pewnie jakaś pierdoła – prztyczek, który trzeba gdzieś włączyć, a ja się nie znam.

Żeby nie było, że tępak ze mnie – wszystkie zawory były otwarte. Sprawdziłam nawet czy nie mam plomby na liczniku (jest na klatce, co jest dosyć nietypowe). Kilka dni myłam się gotując wodę na 2 czajniki i garnek. Szampon do włosów spłukiwałam już zimną, i choć przyjemne to nie było, to moje włosy jakoś ładniej zaczęły wyglądać (serio).

Kontrola. Pan ze sprzętem biega wokół wszystkich rurek i zaworów. Mówię mu w czym problem, a pan grzecznie odpowiada, że się piecykami nie zajmuje, ale weźmie ode mnie telefon, zadzwoni następnego dnia i poda kontakt do speca.

Następnego dnia nikt nie zadzwonił. Usiadłam więc do poszukiwań w internecie. I od razu uprzedzam – wysyłając pytanie przez formularz kontaktowy nie dostaniecie odpowiedzi. Nigdy. Musiałam zadzwonić w ciągu dnia i jakimś cudem udało mi się umówić wizytę za kolejne kilka dni. Bo oczywiście da się na „od razu”, ale w godzinach mojej pracy. A specjalnie urlopu na głupi piecyk brać przecież nie będę 🙂

Jakoś w międzyczasie padła też zupełnie moja komórka i ratowałam się pożyczoną od koleżanki. Próbowaliście się kiedyś dogadać z kimś, gdy nagle się telefon zawieszał, wyłączał i kolejne 15 minut próbował się usilnie włączyć zmieniając widok z ekranu powitalnego na ekran poziomu baterii? Cóż. Żegnaj Galaxy S2, był z ciebie dobry smartfon.

Przyszedł pan. Rach ciach. Wszystko wyczyszczone. Zepsute części wymienione. Rachunek boli po portfelu.

Ale działa! W końcu!

Naprawdę, nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo człowiek potrafi się cieszyć z posiadania ciepłej wody.