Ale jest mniej więcej. Choć w moim wypadku było nieco więcej w kosztach i czasie trwania prac, a mniej we własnym zdrowiu. Koniec końców się udało. Tak myślę… Przebrnęłam przez najeżony zawiłościami generalny remont mieszkania. I zdrowie też powolutku wraca.

Zacznijmy od planów.

Remont planowany był na październik 2018. Miał trwać maksymalnie 5 tygodni i koniec. Pokrętny los zrzucił mi dodatkowo na barki mniej więcej od maja dodatkowo problemy zdrowotne. Też miałam nadzieję, że krótkie… a tu psikus. Ale cieszy mnie bardzo, że już jest lepiej i mogę wam w końcu opisać co się działo 🙂

I przejdźmy do faktów.

Remont rozpoczął się w drugiej połowie października. Ekipy opuściły lokal tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Ja niestety z uwagi na stan zdrowia występowałam głownie w roli płatnika. Całą organizacją – kto kiedy, gdzie i jak – tym się zajął mój chłopak (obecnie narzeczony! ♥). Jestem mu niesamowicie wdzięczna za tę całą pomoc. Bo gdyby nie on, to bym to wszystko chyba rzuciła w piz…

Wybór ekipy

Drodzy czytelnicy, posłuchajcie dobrej rady. Jeśli planujecie remont za pół roku, to prawdopodobnie nie znajdzie się nikt dostępny. A jak ktoś z was ma fach w ręku, ale boi się wskoczyć na pełną wodę – DO IT. To jak mocno stoi branża remontowo-budowlana teraz, to jest coś nieprawdopodobnego. Znam przypadki, że nawet umówione na konkretne terminy ekipy potrafiły przekładać terminy rozpoczęcia nawet o kilka miesięcy, bo wpadnie coś szybkiego i lepiej płatnego niż mały remoncik.

M.in. szukaniem ekipy, jak już wspomniałam wcześniej, zajął się mój narzeczony. Dzwoniąc tu i ówdzie zaczynał od pytania o terminy. Jakieś 90% rozmów kończyło się właśnie w tym momencie.

Ostatecznie na oględzinach mieszkania było chyba 5. Mniej rozmowni, bardziej. Różni. Była nawet i pani od parkietów – także drogie kobiety, to też jest branża dla nas! 🙂 Każda z ekip przygotowała wycenę. Część kwot była porównywalna, część była zupełnie z kosmosu.

Pierwszym kryterium była cena oraz posiadane uprawnienia elektryczne. W drugiej kolejności brałam pod uwagę samych już fachowców. Moją uwagę zwrócił pan, który od razu na wstępie potwierdził, że zna te bloki, wie jaki tu jest tynk, co jest krzywe zawsze itd. itd.

I szczerze mówiąc, tym mnie przekonał. I zaczęła się…

DEMOLKA!

PS. Tak, te napisy na ścianach to moje!